Blog > Komentarze do wpisu
przemyślenia
Od dwóch dni jestem na zwolnieniu. Bynajmniej nie dlatego, że coś mi jest. W pracy koniecznie chcieli mnie wysłać na zwolnienie to poszłam. No i jeszcze wizja wystawiania gołej pupy i wielkiego brzucha na mrozy w toi toi-u też nie jest zbyt miła. Oczywiście przez te dwa dni nic nie zrobiłam, sprzątać mi się nie chciało, więc poszłam z koleżanką na spacer. Tak mnie przegoniła, że czuję wszystkie mięśnie w nogach, zwłaszcza te w pośladkach.

Weronika jednak przeżywa narodziny brata. Wygląda jakby cofała się w rozwoju. Nagle nie umie sama zdjąć majtek w toalecie, ubrać się rozebrać, nic nie umie. Na dodatek wymyśliła sobie następującą zabawę, gdy leżę na łóżku lub kanapie, to nakrywa mnie kołdrą lub kocem, sama włazi do środka i udaje że jest w brzuchu. Siedzi tam tak długo, aż zaczyna jej brakować powietrza i wtedy wyłazi i się rodzi. No i oczywiście wciąż czuje potrzebę kontaktu fizycznego. Ciągle się przytula, włazi na mnie, wiesza się i przykleja. Z jednej strony wiem, że nie mogę jej odtrącać, ale to naprawdę męczące tak mieć ją wiszącą na sobie 24 godziny na dobę. Na dodatek muszę ją trochę oszukiwać. Nie mogę jej powiedzieć, że nie chodzę do pracy, bo za skarby świata nie poszłaby do przedszkola. Wstajemy więc jak zwykle o 6 rano i jedziemy do przedszkola.
Dochodzę do wniosku, że gwiazdą estrady póki co to ona nie będzie. Niedawno było w przedszkolu pasowania na przedszkolaka. Nie było żadnych solowych występów, tylko zbiorowe śpiewy i tańce. Dopóki mnie nie widziała, to jakoś się trzymała, ale jak tylko zobaczyła że jestem, to od razu ryk. Łzy leciały jak grochy, zrobiła się czerwona i tak pochlipując śpiewała i tańczyła. Ja oczywiście od razu chciałam lecieć i ratować swoje dziecko z opresji ale tatuś mnie przytrzymał i jakoś dotrwała do końca występu. Potem jak się przykleiła to już puścić mnie nie chciała. Nie poszła po dyplom pasowania na przedszkolaka, ani po prezent. Panie musiały przyjść do niej. 
Tak sobie też myślę, że nie mam co wymagać nie wiadomo czego od swojego dziecka. Skoro ani ja ani tatuś nie byliśmy odważnymi dziećmi, wręcz przeciwnie byliśmy raczej nieśmiali, to przecież nie możemy wymagać że będziemy mieć gwiazdę estrady. Muszę ją zrozumieć. Podobnie z tymi zajęciami dodatkowymi. To przecież ja mam problem a nie ona. To mi się wydaje, że ona coś tam powinna, że ja bym chciała żeby ona umiała już teraz grać w tenisa, jeździć konno, grać na pianinie, mówić biegle w pięciu językach, a przecież ona nie ma jeszcze pięciu lat. Dopiero jak sobie to uświadomiłam, to jakoś tak mi przeszło i odpuściłam. W końcu nic się nie stanie, jak w tym roku nigdzie nie będzie chodzić. Jakoś przeboleję stratę pieniędzy za basen. I tak ma przecież dużo stresu związanego z powiększeniem rodziny, nie muszę jej jeszcze stresować marudzeniem, że nie chce iść na basen czy tańce. W końcu zrozumiałam, że to ja mam problem i muszę przestać dręczyć dziecko. Ciężko mi to idzie ale się staram :-)
piątek, 19 listopada 2010, lacktris

Polecane wpisy

  • Nowy adres

    Po dwóch latach przerwy postanowiłam wrócić do blogowania. Tym razem pod nowym adresem: lacktris.blogspot.com

  • No i poszedł sobie

    Czas jak wiadomo leci strasznie szybko. Ledwo co się urodził, a tu bach i już po pierwszych urodzinach. Nie obyło się bez wróżb urodzinowych. Kolega podobnie ja

  • Wychowawcza porażka :-)

    Nauczona doświadczeniem przy Weronice, postanowiłam sobie, że pan Rafał słodyczy zakosztuje nie wcześniej niż w trzecim roku życia. Jakież płonne moje nadzieje

Komentarze
2010/12/31 20:03:10
Z utęsknieniem czekam na cd. Samych dobrych dni w 2011 roku! Pozdrawiam, Ola
-
2011/01/22 07:37:48
...nadal tęsknimy!