Blog > Komentarze do wpisu
kwiatowa kąpiel
Dopada mnie jakaś jesienna depresja, albo kryzys wieku średniego.
Wszystko się wali, same problemy, na dodatek nie widać światełka w tunelu. Mój "odwieczny" problem tego, że nic w życiu w zasadzie ciekawego nie osiągnęłam, że wegetuję w ślepym zaułku, na dodatek nie mam odwagi żeby coś zmienić gnębi mnie teraz ze szczególną mocą. Sama sobie tłumaczę, że ciąża trafiła się w dobrym okresie, bo nie jestem jeszcze taka stara, bo mam ciepłą posadkę do której mogę potem wrócić i zacząć szukać czegoś ciekawszego i bardziej ambitnego, jakoś tym razem nie trafiają do mnie. Na dodatek nie mogę sobie nic kupić na pocieszenie, bo brak kasy. Nie chodzę więc do sklepu, żeby nie kusić losu. Jednak czasem muszę iść do tzw. galerii służbowo coś tam zakupić. Chodzę, patrzę i się zastanawiam skąd ludzie mają kasę na zakupy? Bo że w sklepach tłum to mogą być tacy jak ja co tylko oglądają, ale do kas też kolejki, więc jednak coś kupują. W końcu przecież w Szczecinie gdzieś ludzie muszą zarabiać sensowne pieniądze, tylko gdzie? Przecież nie wszyscy mężowie pracują w Norwegii.
Na dodatek gdybym wiedziała jak bardzo ta ciąża będzie inna od poprzedniej to bym chyba się nie zdecydowała. Z Weroniką problem był natury tej, żeby w ogóle się urodziła. Potem już było lekko, łatwo i przyjemnie. A tu nie dość, że te mdłości trwały lata świetlne, cały czas męczy mnie paskudna zgaga, żylaki w różnych częściach ciała i wcale to nie są nogi, ogólnie kiepskawo się czuję, brzuch mam jakoś nisko i wydaje mi się, że mam młodego nie w brzuchu a wystaje mi między nogami. Te jego ruchy to czuję tak nisko, jakby wystawiał rękę na wierzch i machał do mnie między nogami. I mimo, że wiem, że za parę miesięcy to się skończy jakoś wcale mnie to nie podnosi na duchu.
Na dodatek akurat wczoraj poczułam przypływ energii i stwierdziłam, że może w końcu zrobię porządek z kwiatkami na balkonie skoro zima za pasem. Czas zapakować pelargonie do piwnicy i spróbować nie zapomnieć o ich podlewaniu raz na jakiś czas, żeby przezimowały w lepszym stanie niż w zeszłym roku. Chociaż może zaprawione w bojach już po jednym zimowaniu jakoś dadzą radę i tym razem? Ale jak się już zabrałam za te porządki, to przy okazji też zabrałam się za pielenie. Wszystko mnie teraz boli. No ale sama jestem sobie winna.
Do ogrodowych porządków przyłączyła się Weronika. Ona jednak zajęła się robieniem zup. Początkowo były to małe porcyjki różnych wymyślnych wielonarodowych zup np. chińska pomidorowa, francuska ogórkowa - na pierwszy rzut oka niczym się od siebie nie różniły, ot płatki kwiatów na liściu. Oczywiście musiałam je konsumować. Potem zajęła się kucharzeniem na szerszą skalę. Do wiaderka nalała sobie wody i tam wrzucała "przyprawy".Oberwała wszystkie płatki z każdego kwitnącego jeszcze kwiatka. A potem ja w przypływie jakiegoś zaćmienia umysłu pozwoliłam jej zabrać tą zupę i kontynuować zabawę w domu. W wannie. Dziecko zrobiło więc sobie kwiatową kąpiel w wannie. Nie byłoby to aż tak straszne, gdyby nie fakt że oprócz niej w kwiatowej kąpieli udział brały wszystkie lalki barbie. Taaaak, na oczyszczenie wanny z płatków to jeszcze jakiś sposób znalazłam, ale nad wybraniem płatków z poplątanych lalczynych włosów wciąż myślę. 
Weronika zapałała ostatnio miłością do tańca. Włącza sobie płytę z piosenkami z Mini mini i tańcuje. Oczywiście ja muszę podziwiać, czasem nawet i tańczyć. Jednak na tańce chodzić nie chce. I bądź tu człowieku mądry i przekonaj dziecko. Co ciekawe w sobotę oglądałyśmy Mam talent i był tam chłopak co tańczył. Nie wiem jak ten taniec się fachowo nazywa, bo nie zapamiętałam nazwy gdy mówili, ale to coś zbliżone do tego co kiedyś nazywało się break dance. Otóż w trakcie jego występu dziecko śledziło układ z zapartym tchem i na dodatek próbowała go powtórzyć. Z trudem udało mi się powstrzymać od śmiechu.
Na szczęście dzieciaki ze szkoły tańca do której chodziła Weronika przeszły do następnego etapu. Wygląda więc na to, że pierwszy raz w życiu się skuszę i jak trza będzie głosować smsem to zagłosuję na nich.
poniedziałek, 18 października 2010, lacktris

Polecane wpisy

  • Nowy adres

    Po dwóch latach przerwy postanowiłam wrócić do blogowania. Tym razem pod nowym adresem: lacktris.blogspot.com

  • No i poszedł sobie

    Czas jak wiadomo leci strasznie szybko. Ledwo co się urodził, a tu bach i już po pierwszych urodzinach. Nie obyło się bez wróżb urodzinowych. Kolega podobnie ja

  • Wychowawcza porażka :-)

    Nauczona doświadczeniem przy Weronice, postanowiłam sobie, że pan Rafał słodyczy zakosztuje nie wcześniej niż w trzecim roku życia. Jakież płonne moje nadzieje

Komentarze
2010/10/19 15:12:54
Jeśli to ma dla Ciebie znaczenie ja też mam zgagę.
Mega-zgagę :)))
Potrafi dopaść bez znaczenia na porę dnia. Wczoraj zjadłam kiełbasę na śniadanie i do 18-tej umierałam :))
A tych ruchów takich dolnych też nie znoszę. Brzuch nie sobie kopie, ale tego dołu nie mogę :))))